Kategorie: Wszystkie | Mój Syn | priv | przemyslenia | wątki | z pracy
RSS
czwartek, 29 listopada 2007
zmiany, ruch, już nie będzie jak było

Synek urodził się na początku listopada, od początku października wiem, że ma poważne wady. Teraz wiadomo, że w większości nie są aż tak poważne. Jest jedna najważniejsza, która może prowadzić do niepełnosprawności. Może, ale nie musi. I nie mamy na to zbyt wielkiego wpływu. Można rehabilitowac i obserwować. I tak to świat się zawalił, a teraz go odbudowuję.

Mały jest w pełni zdiagnozowany (mam nadzieję), ale jest ciągle w szpitalu, bo ma infekcje.

Nie wiem czy nie założyć nowego bloga tylko o końcówce ciąży, dziecku, chorobie. Tu bym pisała tylko o sobie. Ciężko połączyć jedno życie z drugim.

Jak leczyć dziecko, jeśli najbliższy termin do dobrego neurologa dziecięcego jest na marzec. Za pieniądze. Po znajomości.

Bardzo bym chciała, żeby Synek miał dobre i normalne życie. Bez litości i współczucia.

poniedziałek, 01 października 2007
i tak
Kończę tydz.32. Mam zapalenie nerwów żebrowych po prawej stronie, nie ma znaczenia czy siedzę, czy leżę czy chodzę. Cokolwiek robię za długo, nie mogę wytrzymac z bólu. Lekarz ortopeda, który nie zauważył u mnie ciąży, zdiagnozował półpaśca, ale to Młody powoduję zwielokrotnienie mojej wady postawy. Fakt jest taki, że jestem na lekach przeciwbólowych (bez sensu - nie mogę byc przez kolejne 8 tyg.), że nie można mnie teraz leczyc w żaden sposób, że nie jestem w stanie wyobrazic sobie porodu w takiej sytuacji. Boli mnie, jestem zdrętwiała i ograniczam ruch. Zobaczę, co powie w czwartek moja lekarka. Ortopeda powiedział, to dadzą pani cos przeciwbólowego. Juz to widze. Jak dojdą do tego skórcze, to nie dam sobie zupełnie rady. A takie zapalenie nie jest chyba powodem do cesarki.
wtorek, 04 września 2007
wspólnie

A. powiedział, że nie chce porodu rodzinnego. Uczciwie powiedział to już dawno, ja mu przytaknęłam, bo wtedy też nie chciałam. Chcę byc odbierana jako samodzielna, taka co umie sama sobie poradzic. Ale im bliżej listopada, tym mniej chcę byc w szpitalu sama. Strasznie mi przykro, że nikogo nie będzie przy mnie. I przykro, że to co ze mną się będzie działo, jest chyba dla niego odrażające. Nie wiem czy wspólny poród zbliża, ale w tej sytuacji, która jest w tej chwili między nami, jego brak na pewno bardzo oddala.

Przecież nie poproszę swojej matki, która jest jaka jest, żeby ze mną była.

piątek, 31 sierpnia 2007
rocznica
Dziesięc lat temu zginęła księżniczka Diana, byłam wtedy bardzo młoda i pamiętam, że zdziwiłam się, rozczarowałam, zbuntowałam, jak to, takie osoby nie giną. Ikony poprostu są, bo mają byc. Wiadomośc o jej śmierci usłyszałam w radiu jak tysiące kilometrów  stąd leżałam sobie i gadałam z Ex2 na podłodze jego vana.
środa, 29 sierpnia 2007
alkohol

Poszłam wczoraj do rodziców, a mój ojciec dal mi artykuł z Polityki na temat kobiet pijących alkohol w ciąży. Oni naprawdę myślą, że ja piję, pijam, szkodzę swojemu dziecku. Raz na ich oczach wypiłam pół kieliszka szampana. Drugi raz alkohol w całej już siedmiomiesięcznej ciąży. Ciekawe / zupełnie nieciekawe, co ja jeszcze według nich robię źle. Kim jestem dla świata. Co sobą reprezentuję. Kim jest dla mnie mój synek. Odpowiedź: nikim. Prawie niemożliwe jest życie z taką przepustką na drogę.

środa, 22 sierpnia 2007
nie tak

Nie jest tak, jak powinno byc. Źle się czuje. Siadają mi emocje. W niedzielę byliśmy na grillu rodzinnym i tam dowiedziałam się od mojej matki, że studia które skończyłam to nie nauka, bo są odtwórcze, że chcę syna wychowywac jak w wojsku, że jak ja śmiem pic kawę, coca colę - może piąty raz w ciąży wypiłam drugą kawę w ciągu dnia, coli w ogóle nie kupujemy, że nie mogę wypic ani łyka szampana - drugi raz w ciąży łyk alkoholu. Do tego dlaczego ja tak kaszlę. Wszystko głośno i przy świadkach. Wczoraj przez telefon powtórzyła mi o tej nieszczęsnej kawie i coli i zadeklarowała, że jak zacznę rodzic, to ona od razu przyjeżdża, bo przecież trzeba opłacic pielęgniarki. Efekt jest taki, że jak ona dzwoni, to wstrzymuję kaszel i modlę się, żeby mnie nie złapał. Że jak piję rano kawę, to myślę, jaką jestem niedobrą matką. Że nie chcę rodzic.

Jej uwagi do A.: Czemu ty jej tak bronisz? On mnie nie broni, on poprostu traktuje mnie jak świadomą osobę i nie chce mną rządzic, nie buduje swojej pozycji w towarzystwie, czy w  swojej głowie moim kosztem. Ustawia A. w roli broniącego - sama podświadomie pewnie, ale mimo to dobrze wie, że mnie atakuje.

niedziela, 19 sierpnia 2007
niedziela

A. poszedł do swoich rodziców. Zapraszali mówiąc Was, ale dla mnie to żadna przyjemnośc. Coś mi się zbytnia pewnośc siebie albo może brak pewności, nie umiem ocenić, włączył w ciąży. Najlepiej mi wychodzi mówienie "nie" - chociaż to potem przeżywam tak naprawdę. Cieszę się, że mogę sobie posiedzieć chwilę sama w większym nagle mieszkaniu.

A. mi powiedział, że nigdy nie znał nikogo tak zasadniczego - i że to nie jest wada. Moja  matka zawsze mówiła, że jestem zasadnicza i to było wadą. Ale w jej oczach większość moich cech to wady. Jestem zasadnicza i poukładana, ale od zawsze musiałam byc samodzielna. A. nie jest w ogóle zasadniczy, ale to dlatego, a może  między innymi dlatego, jego dotychczasowe życie było tak odmienne od mojego, i inny ma bagaż/doświadczenia/dorobek. Albo może nie ma. Jestem zasadnicza i poukładana, ale tylko do momentu dopóki świat się nie zacznie walić. Wiadomo z doświadczenia.

czwartek, 16 sierpnia 2007
kolejne posypanie

No i dostałam histerii. Najpierw zadzwoniła moja matka. Wkurza mnie jak się pyta: jak się czujesz? Co to za różnica. Mozna coś z tym zrobic? Niewiele. Czuję się jak się czuję i tyle. Jestem w 6-stym miesiącu ciąży, niewiele mogę zdziałac.

Kaszlę, bo codziennie mam zgagę. Podrażnia mi przewód pokarmowy, gardło, więc kaszlę. Potwierdziła mi to moja lekarka. Po raz n-ty pytanie. A co ty tak kaszlesz? Tłumaczę. Nie wierzy.

Zadzwoniła matka A. Rozmawiamy. Kopie. O to dokładnie jak A. Jasne, a ja to sie nie ruszałam. Tylko nasz ideał A. Bo ty musisz duzo chodzic na spacery i byc na powietrzu. Chodzę przecież. I w ogóle to musisz byc zadowolona i uśmiechnięta. Bo jaka matka w ciąży, takie będzie dziecko. Mam poważny wyraz twarzy, mogę się wydawac poważna. Dużo i o głupotach nie gadam, mogę się wydawac mało wesoła. Ale jestem spokojna w obyciu. Zwłaszcza do obcych ludzi. Zwłaszcza teraz. Ale, obca baba, która nie umiała swojego ukochanego najmłodszego wychowac na porządnego człowieka, nie będzie się wtrącac i dawac nie pytana rad.

Wstydzę się tego uczucia, ale jeśli rodzice A. mając w rodzinie wysoko postawionego księdza, nie wychowali syna na porządnego czlowieka, nie wpłynęłi na jego postępowanie wobec mnie i Młodego. A brat zarabiający parę tys. eur na miesiąc, nie zadeklarował swojemu najmłodszemu bratu, który jest biedny jak mysz kościelna żadnej pomocy, to sorry.

Co ja poradzę na to, że mój ojciec  powiedział, że będzie się zajmował Młodym - jak opiekunka nie będzie mogła i że kupi Młodemu wózek. A moja matka powtarza, że mam jej powiedziec, co trzeba kupic, i wiem, ze pomoże, chociaż się przy tym nawymądrza. A święta rodzina nic.

Ok, bardzo to wszystko subiektywne, ale tak to jest. Tak to we mnie siedzi. Nie jestem idealna. Nie chciałabym tego czuc, ale tak czuję.

środa, 08 sierpnia 2007
pierwszy głos

Moja mama ma przyjaciółkę z lat dziecinnych i ta przyjaciółka została kiedyś tam moją matką chrzestną. Nie utrzymujemy kontaktów. A moja matka z nią raczej takie sąsiedzkie, bo mieszka niedaleko moich rodziców. Musiała mnie kiedyś widziec. Podobno taka była rozmowa:

- Bedziesz miała wnuka!<-- Pochwała. Dla wielu wciąż chłopcy są bardziej wartościowi od dziewczynek

- A wzięli ślub? Nie? To twoja  córka będzie miała bękarta

- A ona taka wysoka. Pewnie jej brzucha nie widac, tylko taki rozlany.

Dwie uwagi są raczej śmieszno - ciekawe. Ta najwazniejsza, dotykajaca bezpośrednio mnie i Młodego smutna, ale nie da się zaprzeczyc.

A we mnie pustka. Pewnie uczucia powrócą w jakiejś kłotni z A.

piątek, 03 sierpnia 2007
myślenie

Nie wiem czy jestem szczęśliwa - u mnie ciąża powoduje, że wiele rzeczy przestało byc ważne. A na ich miejsce pojawiły się zupełnie nowe. 

Dlaczego mam przyjaźnic / interesowac się rodziną A. skoro nie jestem jego żoną. W pewnym sensie powinnam byc blisko nich i jak na moje możliwości integrowania się jestem bliżej niż byłam, ale z drugiej strony nie jestem w stanie przeskoczyc bariery braku ślubu, finansowania wszystkiego przeze mnie. Takiej mega samodzielności czy braku tej właśnie małej kropki na i. Mnie w nich denerwuje takie jak dla mnie niczym nie podbudowane zadowolenie z siebie i z życia. Coś jak brak refleksyjności. Lenistwo życiowe. Zadowolenie z tego kim się jest, zadowolenie z tego co się ma - a ma się niewiele. Mialo się niewiele. Robiło się niewiele. A. też taki jest. 

I to co myślę/czuję, nie będzie miało wpływu na kontakty małego z rodziną ojca. Niech ma rodzinę, niech będzie między ludźmi. Tylko, że ja muszę pracowac, zarabiac, kupowac mieszkanie, opiekowac sie w codzienny sposób, martwic się. I mnie nie stac na kawki, odwiedzinki, trajkotanie. Ani psychicznie, ani fizycznie. 

A tak naprawdę zazdroszczę im tego wygodnego pod każdym względem życia.

A myślę o tym, ponieważ kuzyn A. (jeden z pięciu czy sześciu najblizszych kuzynów) mający żone i troje dzieci stwierdził, że następnym razem to spotkamy się już na chrzcinach. Tylko czy ktoś mnie pytał o zdanie, czy ja planuje zaprosic tylu ludzi, biegac wokół nich, gotowac im obiad, całowac rączki?

Ale, generalnie, mniej myślę.

;)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32